Do niecodziennej sytuacji doszło w Czechach, tuż za Głuchołazami. Zdarzenie miało miejsce trzy dni temu. Podczas rutynowej kontroli drogowej czeska policja zatrzymała tablice rejestracyjne samochodu marki Audi, prowadzonego przez polskiego kierowcę, mimo że nie popełnił on żadnego wykroczenia ani nie naruszył przepisów ruchu drogowego.
Jak się okazało, interwencja nie miała żadnego związku z zachowaniem kierowcy. Powodem były zaległości finansowe właściciela pojazdu. Audi należy do firmy leasingowej, która w Czechach nie uregulowała mandatów nałożonych wcześniej na innych użytkowników swoich aut. Zgodnie z czeskimi przepisami to właściciel pojazdu, a nie osoba kierująca, ponosi odpowiedzialność za niezapłacone kary.
Policjanci mieli zaproponować, że tablice rejestracyjne zostaną zwrócone, jeśli zaległe mandaty zostaną opłacone na miejscu. Kwota była jednak bardzo wysoka – według relacji kierowcy chodziło o około 140 tysięcy koron czeskich, czyli równowartość 24–25 tysięcy złotych. Zapłata takiej sumy od ręki nie była możliwa, dlatego tablice pozostały zatrzymane, uniemożliwiając dalszą jazdę.
Samochód, już bez tablic rejestracyjnych, został zaparkowany po polskiej stronie granicy – na parkingu przy ulicy Kolonii Jagiellońskiej w Głuchołazach.
Dziś sprawa została rozwiązana. Firma leasingowa uregulowała wszystkie zaległe mandaty, a kierowca odebrał tablice rejestracyjne, co umożliwiło mu dalszą podróż.
Zdarzenie to stanowi ważne ostrzeżenie dla osób podróżujących do Czech samochodami w leasingu lub wynajętymi. Nawet jeśli kierowca przestrzega przepisów, może zostać zatrzymany z powodu zaległości właściciela pojazdu. Przed wyjazdem warto upewnić się, że firma leasingowa nie ma nieuregulowanych zobowiązań, aby uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek na granicy.












