Dworzec kolejowy w Głuchołazach Miasto kilka lat temu został oddany do użytku po modernizacji. Inwestycja miała być wizytówką miasta i nowoczesnym punktem komunikacyjnym, z którego mieszkańcy będą dumni. Niestety, rzeczywistość szybko zweryfikowała plany i dziś coraz więcej osób zwraca uwagę na problemy, które rzutują na funkcjonowanie obiektu.
Największym problemem jest notorycznie zamknięta poczekalnia. Paradoks polega na tym, że dzieje się to najczęściej w weekendy – czyli wtedy, gdy do Głuchołaz przyjeżdżają pociągi. Pasażerowie zamiast w komfortowych warunkach, zmuszeni są oczekiwać na skład na peronie, często w niesprzyjającej pogodzie.


Na peronie nie brakuje też innych nieprzyjemnych widoków. Najdalszą ławkę przy torach szczególnie „upodobali” sobie lokalni degustatorzy trunków wysokoprocentowych. Trudno mówić tu o eleganckiej kulturze picia – raczej o swoistym „klubie dyskusyjnym na świeżym powietrzu”, w którym głównym tematem jest zawartość butelki. Obrazek, który zdecydowanie nie przystoi miejscu, mającemu być wizytówką miasta i pierwszym punktem kontaktu turystów z Głuchołazami.
Cała sytuacja dzieje się zresztą pod czujnym okiem miejskiego monitoringu. Kamery widzą wszystko, ale reagować – jak widać – nie ma kto. Straż Miejska zdaje się uznawać, że to „lokalny folklor”, który nie wymaga interwencji, a mieszkańcy i podróżni mogą jedynie bezradnie kręcić głowami.
Dworzec w Głuchołazach Miasto miał być miejscem wygodnym i nowoczesnym. Na razie coraz bardziej przypomina symbol zmarnowanego potencjału – z zamkniętą poczekalnią, marną organizacją i „stałymi bywalcami”, którzy zamiast atmosfery podróży serwują aromat taniego alkoholu.













Jeden komentarz
Czuje na truskawki do niemiec jadą. Moze tam kultura sie umieją tragedia-Ok