W ostatnich dniach w internecie pojawił się film przeznaczony dla dorosłych, którego część scen została nagrana w samym centrum Głuchołaz. Materiał opublikowano na jednej z platform dla dorosłych około sześć dni temu, a sprawa szybko stała się tematem do dyskusji.
Na nagraniu wyraźnie widać głuchołaski rynek oraz charakterystyczne elementy centrum miasta a także spacerujących ludzi. W początkowych scenach kobieta, znana gwiazda filmów dla dorosłych występująca w materiale wykonuje prowokacyjne gesty i odsłania biust przed kamerą w miejscu publicznym. Dalsza część filmu została nagrana w zamkniętym pomieszczeniu.
Cała sytuacja wywołała falę komentarzy wśród mieszkańców. Wielu z nich nie kryje oburzenia i zwraca uwagę, że centrum miasta jest miejscem codziennych spacerów rodzin z dziećmi, turystów oraz kuracjuszy odwiedzających Głuchołazy. Pojawiają się również pytania o granice wolności twórców internetowych i o to, czy tego typu materiały powinny powstawać w przestrzeni publicznej.
Nie brakuje także opinii, że podobne kontrowersje są celowo wykorzystywane do zdobywania rozgłosu w internecie. Im większe emocje i dyskusje w sieci, tym większe zainteresowanie materiałem. W praktyce oznacza to jednak, że nazwa miasta zaczyna pojawiać się w kontekście, który dla wielu mieszkańców może być zwyczajnie wstydliwy.
To nie pierwszy taki przypadek w Polsce. W tym roku podobna sytuacja miała miejsce również w Zakopanem, gdzie na Krupówkach nagrywany był materiał związany z platformą dla dorosłych. Sprawa odbiła się szerokim echem w mediach ogólnopolskich i wywołała debatę dotyczącą zachowań w przestrzeni publicznej. Do sprawy odniósł się również burmistrz Zakopanego.
Głuchołazy od lat budują swój wizerunek jako miasto turystyczne i uzdrowiskowe. Malownicze położenie, historia oraz klimat pogranicza przyciągają odwiedzających z całej Polski. Tym bardziej mieszkańcy pytają dziś: czy właśnie z takich kontrowersji nasze miasto powinno być rozpoznawalne w internecie? Co na to władze miasta ?
Jedno jest pewne – temat wzbudza ogromne emocje, a dyskusja wokół granic internetowej „promocji” oraz szacunku do przestrzeni publicznej zapewne jeszcze długo nie ucichnie.












